Nie ma osobnego „kobiecego DDA”. Mechanizmy syndromu DDA są wspólne bez względu na płeć: dorastanie w nieprzewidywalności, odwrócenie ról, wstyd i nauka tłumienia własnych potrzeb. Sposób, w jaki wychowuje się dziewczynki, nadaje jednak tym mechanizmom charakterystyczny kształt.
Od najmłodszych lat wielu dziewczynkom powtarza się, że mają być grzeczne, opiekuńcze i wyrozumiałe. W domu z problemem alkoholowym te komunikaty spotykają się z realną potrzebą: ktoś musi zająć się młodszym rodzeństwem, ktoś musi uspokoić płaczącą matkę albo pilnować, żeby nie doszło do awantury. Tak rodzi się wzorzec, który zostaje na lata i który w dorosłości bywa trudny do rozpoznania, bo wydaje się po prostu „charakterem”.
Ten tekst nie dzieli doświadczeń na męskie i kobiece ani nie ustawia ich w hierarchii. Pokazuje raczej, jak kulturowe oczekiwania wobec dziewczynek splatają się z dziecięcymi strategiami przetrwania i co z tego splotu zostaje w dorosłej kobiecie. Zrozumienie tej różnicy bywa pierwszym krokiem do tego, by przestać obwiniać się o własny charakter.
Parentyfikacja córek
Parentyfikacja to odwrócenie ról, w którym dziecko przejmuje odpowiedzialność należącą do dorosłych. Córki wyjątkowo często stają się „małymi dorosłymi”: gotują, sprawdzają rodzeństwu lekcje, a przede wszystkim biorą na siebie emocje rodziców. Dziewczynka uczy się czytać nastrój z trzaśnięcia drzwiami i dostraja się do niego, zanim ktokolwiek powie słowo. Bywa powierniczką matki i mediatorką w rodzicielskich konfliktach, choć sama potrzebuje jeszcze opieki.
Taka rola bywa chwalona przez otoczenie. „Taka z niej pomocna, dojrzała dziewczynka” brzmi jak komplement, a opisuje dziecko, które nie miało kiedy być dzieckiem. Pochwała dodatkowo utrwala wzorzec, bo dziewczynka uczy się, że akceptację zdobywa się przez bycie użyteczną, nie przez bycie sobą.
Koszt pojawia się w dorosłości: nadodpowiedzialność, poczucie winy przy odpoczynku i ogromna trudność z przyjmowaniem pomocy. Proszenie o wsparcie wydaje się słabością, bo przez całe dzieciństwo to ona była tą silną. W praktyce wygląda to niewinnie, jako kobieta, która zawsze pierwsza reaguje, ogarnia logistykę całej rodziny i nie umie usiąść, gdy inni odpoczywają. Pod spodem kryje się jednak stare przekonanie, że na spokój i pomoc trzeba sobie dopiero zasłużyć.
Typowe wzorce u dorosłych kobiet DDA
W dorosłym życiu parentyfikacja przeradza się w rozpoznawalne wzorce. Nie każda kobieta odnajdzie u siebie wszystkie, ale wiele rozpozna przynajmniej część.
- Perfekcjonizm i figura „silnej kobiety”. Wizerunek osoby, która wszystko ogarnia, daje poczucie kontroli, ale odbiera prawo do zmęczenia i słabości. Błąd bywa przeżywany nie jak potknięcie, lecz jak zagrożenie dla całego obrazu siebie.
- Wstyd i ukrywanie historii rodzinnej. Tajemnica domu bywa pilnowana latami, także przed najbliższymi, co pogłębia poczucie osamotnienia. Wiele kobiet dopiero w dorosłości mówi komukolwiek, jak naprawdę wyglądało ich dzieciństwo.
- Surowy krytyk wewnętrzny. Głos w głowie ocenia bezlitośnie i rzadko chwali, za to skrupulatnie wypomina każdą pomyłkę. Standardy stawiane sobie bywają znacznie wyższe niż te, których kobieta wymagałaby od innych.
- Dbanie o wszystkich poza sobą. Potrzeby innych wydają się pilniejsze, a własne lądują na końcu listy albo znikają z niej całkiem. Pytanie „czego ja właściwie chcę?” potrafi wprawić w prawdziwe zakłopotanie.
Te wzorce potrafią współistnieć z zewnętrznym sukcesem. Kobieta DDA bywa osobą, na której wszyscy polegają, a która sama nie ma do kogo się zwrócić, bo prosić o pomoc zwyczajnie nie potrafi. Otoczenie widzi zaradną, poukładaną osobę i rzadko domyśla się, ile ją to kosztuje. Czasem dopiero czyjeś szczere pytanie „jak się naprawdę masz?” uświadamia jej, jak rzadko sama je sobie zadaje.
Związki i wybór partnera
W relacjach dawne role wracają ze zdwojoną siłą. Częsty jest schemat ratowania: kobieta wybiera partnera, którym trzeba się zająć, którego trzeba naprawić albo poprowadzić przez życie. Opiekowanie się daje znajome poczucie bycia potrzebną, nawet jeśli słono kosztuje. Miłość bywa wtedy mylona z troską i poświęceniem, bo takiego właśnie wzorca dostarczył dom rodzinny.
Bywa, że całe życie zaczyna organizować się wokół problemu drugiej osoby: jej picia, nastrojów, kolejnych kryzysów. Taki wzorzec, w którym własne potrzeby schodzą na dalszy plan, a uwaga stale krąży wokół trudności partnera, bywa nazywany współuzależnieniem. Dochodzi do tego silny lęk przed odrzuceniem, który utrudnia stawianie granic i odchodzenie nawet z wyraźnie raniących relacji. O tych mechanizmach więcej piszemy w tekście o DDA w związkach.
Popularną lekturą na ten temat jest książka Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo”. Wielu czytelniczkom pomaga ona rozpoznać własne schematy, choć to poradnik oparty na obserwacjach autorki, a nie na twardych badaniach naukowych, i tak też najlepiej go czytać. Sama zdolność do troski nie jest wadą, kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy dbanie o innych zawsze wygrywa z dbaniem o siebie.
Macierzyństwo a DDA
Zostanie matką potrafi odświeżyć dawne rany. Pojawia się lęk przed powtórzeniem schematu i pytanie: „a jeśli skrzywdzę dziecko tak, jak mnie skrzywdzono?”. Dochodzi do tego realne przeciążenie, bo kobieta, która nie umie prosić o pomoc, zwykle bierze cały ciężar opieki na siebie. Wysokie wymagania wobec siebie zmieniają się wtedy w równie bezlitosne wymagania wobec własnego macierzyństwa.
Jest jednak dobra wiadomość. Sama świadomość, skąd biorą się reakcje, przerywa mechaniczne powtarzanie cyklu. Matka, która rozumie swoją historię i nad nią pracuje, potrafi dać dziecku to, czego sama nie dostała: przewidywalność, czułość i prawo do błędu.
Pomaga też odpuszczenie ideału nieomylnej matki. Dziecku nie jest potrzebna rodzicielka bez wad, tylko taka, która jest obecna, reaguje na jego potrzeby i potrafi naprawić relację po trudnym dniu. Zadbanie o siebie okazuje się wtedy częścią zadbania o dziecko, a nie odbieraniem mu czegokolwiek. Przeszłość nie jest wyrokiem.
Droga do zmiany
Po czym poznać, że to dobry moment na wsparcie? Sygnałem bywa ciągłe zmęczenie, poczucie pustki mimo poukładanego z zewnątrz życia, powtarzalność raniących relacji albo lęk, który nie odpuszcza. To wtedy dobrze nazwać to, co się dzieje, zamiast przeczekiwać kolejny trudny okres.
Pomocne bywa porównanie własnych obserwacji z listą objawów DDA, a następnie rozmowa ze specjalistą. Uporządkowana praca nad schematami jest możliwa, a terapia DDA daje do niej bezpieczne warunki. Zmiana rzadko przychodzi gwałtownie, częściej przypomina powolne uczenie się, że można żyć inaczej niż w domu rodzinnym. Po drodze zdarzają się nawroty starych schematów i to normalny element uczenia się, a nie porażka.
Pierwszym krokiem nie musi być od razu terapia. Czasem wystarczy jedna szczera rozmowa, sięgnięcie po rzetelną książkę albo dołączenie do grupy kobiet z podobnym doświadczeniem. Ważne, żeby przestać dźwigać to w pojedynkę, bo samotność była częścią problemu i nie musi być częścią rozwiązania.