Co znaczą skróty DDA i DDD

Skrót DDA rozwija się jako Dorosłe Dzieci Alkoholików. Opisuje osoby, które dorastały w domu z problemem alkoholowym i wchodzą w dorosłość z powtarzalnym zestawem reakcji, przekonań oraz sposobów radzenia sobie. Sam syndrom DDA nie jest chorobą ani jednostką z klasyfikacji medycznej, lecz opisowym określeniem tych schematów.

DDD to Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych. Zakres tego pojęcia jest szerszy: obejmuje osoby wychowane w domach, w których działo się coś trudnego i przewlekłego, niekoniecznie związanego z alkoholem. Oba skróty mówią o dorosłych, którzy noszą w sobie ślad dzieciństwa spędzonego w napięciu.

Zestawienie „DDA a DDD” sprowadza się więc do pytania, jak szeroko zakreślamy krąg rodzin, o których mówimy. Jedno pojęcie jest węższe i konkretne, drugie obejmuje znacznie więcej sytuacji. W praktyce oba określenia opisują podobne trudności, tylko widziane z nieco innej perspektywy.

Skąd wzięło się pojęcie DDD

Klinicyści i osoby prowadzące grupy wsparcia z czasem zauważyli coś istotnego. Podobne trudności, o jakich opowiadały dorosłe dzieci alkoholików, zgłaszali też ludzie, w których domach nikt nie pił. Źródłem cierpienia okazywała się przemoc, chłód emocjonalny, choroba psychiczna rodzica albo sztywna, oparta na kontroli atmosfera.

Tak zaczęto mówić o dorosłych dzieciach z rodzin dysfunkcyjnych jako o szerszej kategorii. W tym rozumieniu rodzina dysfunkcyjna to taka, która nie zaspokaja podstawowych potrzeb emocjonalnych dziecka, choć z zewnątrz potrafi sprawiać wrażenie zupełnie zwyczajnej.

W tym ujęciu DDA traktuje się jako szczególny przypadek DDD, ponieważ rodzina z chorobą alkoholową jest jednym z rodzajów rodziny dysfunkcyjnej. Syndrom DDD nie zastępuje pojęcia DDA. Raczej je obejmuje i pozwala nazwać doświadczenia osób, które długo nie znajdowały dla siebie miejsca w opisach skupionych wyłącznie na alkoholu.

Dla wielu osób sama ta zmiana nazwy bywa ulgą. Pozwala uznać, że dom bez alkoholu również mógł ranić, a wyniesione z niego trudności są prawdziwe i zasługują na uwagę.

Co łączy DDA i DDD

Najwięcej wspólnego mają mechanizmy kształtujące się w dzieciństwie. Dom, w którym trudno przewidzieć nastrój dorosłych, uczy dziecko stałej czujności. Napięcie staje się tłem codzienności, a układ nerwowy przyzwyczaja się do gotowości na kolejny trudny moment.

Wiele z tych wzorców opisuje teoria przywiązania Johna Bowlby’ego. Zgodnie z nią wczesne relacje z opiekunami tworzą wewnętrzny model tego, czego można spodziewać się po bliskości. Gdy opieka jest nieprzewidywalna albo budzi lęk, dziecko wynosi z domu przekonanie, że na drugiego człowieka nie do końca można liczyć, i przenosi je na dorosłe związki.

W obu grupach często pojawia się parentyfikacja, czyli odwrócenie ról. Dziecko przejmuje obowiązki i troski dorosłych: opiekuje się rodzeństwem, pociesza rodzica, pilnuje domowego spokoju. Wchodzi też w jedną z ról przetrwania, na przykład bohatera rodziny, dziecka niewidzialnego albo tego, które rozładowuje napięcie.

Wspólny bywa również wstyd i poczucie rodzinnej tajemnicy. Dziecko uczy się, że o pewnych sprawach nie mówi się na zewnątrz. Ta lekcja zostaje na lata i utrudnia zaufanie oraz bliskość w dorosłych relacjach.

Do tego dochodzi surowy krytyk wewnętrzny, czyli głos, który nieustannie ocenia i podnosi poprzeczkę. Trudności z zaufaniem, lęk przed bliskością i przekonanie, że na akceptację trzeba zasłużyć, powtarzają się niezależnie od tego, czy mówimy o DDA, czy o DDD. W dorosłości przybiera to często formę nadmiernej odpowiedzialności, kłopotu z odpoczynkiem i poczucia, że zawsze dało się zrobić coś lepiej.

Czym różnią się DDA i DDD

Specyfiką rodzin alkoholowych jest to, że życie domu krąży wokół picia i jego cykli. Po okresie narastającego napięcia przychodzi wybuch, a po nim faza względnego spokoju, czasem przepełniona obietnicami poprawy i nazywana „miodowym miesiącem”. Dziecko uczy się rytmu tych faz i zaczyna je przewidywać, zamiast po prostu żyć.

Alkoholizm niesie też społeczną etykietę. Wstyd wiąże się tutaj z jednym, nazwanym problemem, o którym rodzina milczy przed sąsiadami i szkołą. Częściej pojawia się również współuzależnienie drugiego rodzica, którego uwaga koncentruje się na osobie pijącej, a nie na dzieciach.

W innych rodzinach dysfunkcyjnych źródło napięcia bywa mniej nazwane. Nie ma jednej „przyczyny”, którą łatwo wskazać, więc osobom z tej grupy trudniej uzasadnić własne cierpienie. Pojawia się myśl w rodzaju „przecież nikt nie pił”, która podważa prawo do trudnych emocji.

Paradoksalnie wyraźna etykieta alkoholizmu bywa dla dorosłych dzieci alkoholików pewnym punktem zaczepienia. Łatwiej wskazać, co było źródłem napięcia, nawet jeśli wcale nie zmniejsza to bólu. Osoby z grupy DDD częściej muszą najpierw same przed sobą uznać, że ich dom naprawdę był trudny.

DDADDD
Rodzina z problemem alkoholowymRóżne rodzaje dysfunkcji, niekoniecznie alkohol
Napięcie związane z cyklem piciaNapięcie o mniej nazwanym źródle
Wyraźna społeczna etykietaTrudność często niewidoczna z zewnątrz
Częste współuzależnienie drugiego rodzicaRozmaite układy ról w rodzinie
Wstyd wokół konkretnego problemuWstyd rozproszony, trudny do nazwania

Te różnice nie ustawiają jednej grupy wyżej od drugiej. Cierpienia dziecka nie mierzy się rodzajem dysfunkcji, lecz tym, czego mu w domu zabrakło.

Czy nazwa ma znaczenie

Dla samej pracy nad sobą etykieta znaczy mniej, niż mogłoby się wydawać. W gabinecie pracuje się nad konkretnymi schematami danej osoby, a nie nad tym, czy pasuje ona do skrótu DDA, czy DDD. Dwie osoby z tej samej kategorii mogą potrzebować zupełnie różnych rzeczy.

Obie grupy korzystają z podobnych form pomocy: psychoterapii, grup wsparcia, pracy nad relacją z własnymi emocjami i granicami. Nazwa bywa użyteczna na początku drogi, bo pozwala rozpoznać, że trudności mają swoją historię i wspólny mianownik z doświadczeniami innych ludzi.

Zdarza się jednak, że zbyt mocne przywiązanie do jednej etykiety przeszkadza. Ktoś uznaje, że skoro w domu nikt nie pił, opis DDA go nie dotyczy, i odkłada temat, który zasługuje na uwagę.

Dlatego spór o to, czy ktoś jest „bardziej DDA, czy DDD”, zwykle prowadzi donikąd. Ważniejsze staje się pytanie, co konkretnie utrudnia dziś codzienność i od czego chciałoby się zacząć zmianę.

Jak sprawdzić, co dotyczy Ciebie

Pierwszym krokiem jest spokojna autorefleksja. Zamiast szukać dla siebie właściwej etykiety, można przyjrzeć się temu, które reakcje i przekonania wracają w codziennym życiu.

Pomocne bywa przyjrzenie się temu, jak wyglądają objawy DDA, czyli trzynaście cech, które Janet G. Woititz przypisała dorosłym dzieciom alkoholików. Wiele z nich pojawia się także u osób z innych rodzin dysfunkcyjnych, dlatego ten opis potrafi być użyteczny również dla grupy DDD.

Punktem wyjścia może być też test DDA. To narzędzie do autorefleksji, orientacyjne, a nie diagnostyczne. Jego wynik nie stawia rozpoznania, może jednak podpowiedzieć, czy dobrze byłoby porozmawiać o swoich doświadczeniach z psychoterapeutą.

Nie ma w tym pośpiechu. Rozpoznawanie własnych schematów to proces, który można prowadzić spokojnie, krok po kroku i we własnym tempie.